2011-01-28

 

Salam alejkum... wróciliśmy. Słów brakuje by opisać wszystko, bo jak opisać sól morską,  jak nazwać wrażenia, które towarzyszą uczestnikom wyprawy nurkowej Hurgada 2011? Rewolucyjna, wspaniała, rozkołysana, przyjazna i uśmiechnięta i jeszcze pewnie 1000 słów jak w arabskiej baśni z tysiąca i jednej nocy. Nam Allah tej ziemi sprzyjał 7 dni i nocy. Wspaniałe poranki rozpoczynające się arabskim śniadaniem, siedem dni pełnych nurkowania i przygód. Relacja nie odda ducha wyprawy, ale może… Dni mijały w toni - 6:45 pobudka, szybki prysznic w małej i ciasnej łazience. Jeszcze tylko śniadanie i Dive Adventure Team rusza busem do portu na nurkowanie w Morzu Czerwonym. Egipcjanie w swej 4 tysiącletniej historii zbudowali cuda świata, i dali światu doskonałe wynalazki ale z uporem twierdzą, że klakson na drodze to najlepszy wynalazek motoryzacji. Przeciskając się po uliczkach Hurgady wypatrując rewolucji jedziemy do mariny przy hotelu Bejrut. Poranek w Hurgadzie jest raczej senny, miasto nieśmiało budzi swoich mieszkańców i tylko, na pozór, bezpańskie kozy przeglądają odpadki cywilizacji. Słońce, jeszcze czerwone spycha wiatr w stronę morza i pustyni. Walka żywiołów każdego dnia jest podobna. Wiatr ustępuje słońcu i tylko trytony mórz kołyszą się raz mocniej raz słabiej. I wreszcie Morze Czerwone. Na twarzach uczestników pojawia się codziennie ten sam radosny uśmiech. Co dziś zobaczymy, gdzie popłyniemy? Pierwsze nurkowanie w Morzu Czerwonym odsłania feerie barw. Wszystkie kolory jakby sprawiedliwie i mądrze podzielone przez Posjdona pomiędzy zwierzętami tworzą ogrody barw. Już po kilku chwilach stajemy się jednością z morzem. Pamiętając zarazem jak delikatny jest ten świat. Chwila cierpliwości i zza pierwszego opływanego ergu wypływa majestatycznie zielony Napoleon. Dumnie i dostojnie towarzyszy nam przez kilka chwil, a niezliczone ilości rybek w paski kropki pręgi, czarują nas tańcząc przy ukwiałach. Miękkie korale w rytmie prądu kołysząc się wskazują nam kierunek płynięcia. Na początku pod prąd by później było łatwiej z prądem…

Uczestnicy wyprawy w towarzystwie muren, skrzydlic i pod czujnym okiem Instruktora oraz rodziny delfinów dzielnie ukończyli swój pierwszy kurs nurkowy Open Water Diver PADI . Nasi starzy znajomi odbywali nurkowania stażowe do kursu dla zaawansowanych - AOWD i specjalistycznych. Wszyscy wspólnie uznali, iż nurkowanie wrakowe było niesamowitym doświadczeniem, a zarazem częścią szkolenia dla zaawansowanych. Nurkowanie w prądzie, nurkowanie głębokie, wspomniane wrakowe, z łodzi i kilka innych części dało niesamowite wrażenia ale i certyfikat dla zaawansowanych. Advanced Open Water Diver PADI.

Nie obyło się bez przygód. Wraz z rodziną delfinów niefortunnie wpłynęliśmy w silny prąd. Zza ergów na niewielkiej głębokości żywioły postanowiły nas nauczyć pokory. W kilka chwil zmieniliśmy swoje położenie o jakieś 500 metrów od założonego planu. Niby nic wielkiego ale przy łamiących się już falach to groźna okoliczność. Liderka grupy, nasza przewodniczka - Ania, mając na uwadze nasze bezpieczeństwo postanowiła zakończyć nurkowanie wynurzeniem w toni. Miotani falami zachowując procedury, otrzymaliśmy lekcję pokory. Morze Czerwone jest równie piękne co niebezpieczne. Tego dnia było dla nas wymagające ale łaskawe. Po około 15minutach dryfowania w dali od naszej macierzystej jednostki podjęła nas z wody inna, odpowiadając tym samym na nasze sygnały ratunkowe. Doskonała lekcja partnerstwa, procedur Rescue PADI i zdrowego rozsądku pozwoliła nam zakończyć bezpiecznie nurkowanie.

To zaledwie cząstka wrażeń jaka towarzyszyła nam każdego dnia. 

Dziękujemy wszystkim uczestnikom wyprawy za pogodę ducha i wspaniała zabawę.

Pozdrawiamy

Ania i Hubert

 
strony internetowe Bydgoszcz